fbpx

“Cień i kość”: czy Netflix znów da dupy?

Cień i kość czy Netflix znów da dupy
Foto: Netflix

“Cień i kość” to serial tworzony przez Netfliksa na podstawie serii książek autorstwa Leigh Bardugo, odpowiednio trylogii “Cień i kość” oraz towarzyszącej jej dylogii “Szóstka wron”. Produkcja ma być połączeniem gatunku fantastyki, fantasy oraz science fiction, a opowiada o młodej Alinie Starkov, żołnierce, która podczas swojej pierwszej misji wyzwala w sobie uśpioną dotąd magiczną moc, o której istnieniu nie miała pojęcia. W głównej roli wystąpi Jessie Mei Li, a towarzyszyć jej będą Ben Barnes (“Opowieści z Narnii”), Freddy Carter (“Życie w cuglach”), Amita Suman (“Doktor Who”) oraz Kit Young i Archie Renaux. Pierwszy sezon liczyć będzie 10 odcinków i ma zadebiutować na platformie w kwietniu 2021 roku. Warto również dodać, że zdjęcia do produkcji powstawały na Węgrzech.

Oczywiście nie ma tu żadnych przesłanek co do ewentualnego dubbingu w serialu, natomiast jak wiemy z doświadczenia, żerujące na swoich klientach hieny z Netfliksa zrobią wszystko, żeby zebrać swoje pieniądze, a widzom dostarczyć ładny produkt opakowany w gównianą lokalizację, czyli w przypadku Polski – w lektora. Już wielokrotnie zdarzało się, że produkcje, które w normalnych warunkach dostałyby dubbing w kinach, czy nawet w polskiej telewizji, zostały potraktowane jak śmieci i zaczytane. Mówimy tu oczywiście o takich pozycjach jak “Ania, nie Anna”, “Locke & Key”, nieodżałowanym “Stranger Things”, ale również o animacjach jak “Transformers: Wojna o cybertron – trylogia”, “Close Enough” oraz wielu, naprawdę WIELU seriach anime, jak choćby ostatnio “Akademia bohaterów”.

Wymienione powyżej seriale (a takich przykładów jest cała masa), to nie jakieś wykupione produkcje lokalne, które obejrzy znikoma liczba widzów, ale najczęściej oryginalne treści Netfliksa, które są prężnie promowane w całym kraju – reklamy w Internecie, spoty w telewizjach, bilbordy w większych miastach. Polska nie jest może jakimś dużym rynkiem, ale miesięczna opłata wskazuje na to, że mamy jedną z wyższych stawek w Europie, otrzymując przy tym towar najgorszej jakości. Jakim prawem? Z jakiego powodu “Wiedźmin” mógł dostać dubbing oraz lektora, “bo chcemy dać ludziom wybór”, a cała reszta świetnych serii jest bezpardonowo zagłuszana starym dziadkiem dla plebsu?

Jeśli Netflix naprawdę chce dostarczać w naszym kraju quality content to musi przestać zlewać bardziej wymagających widzów. Nie każdemu pasują napisy i nic dziwnego, że wielu osobom zwyczajnie nie podchodzi radziecki szeptacz. W tej chwili “Cień i kość” staje się dla nas kolejnym testem platformy. Do kwietnia dużo czasu, ładny dubbing można z tego zrobić.

Dodaj komentarz

Ankieta

Z czym wolisz oglądać filmy i seriale?