“Doktor Dolittle”: recenzja dubbingu

doktor dolittle recenzja dubbingu

Od trzech tygodni w polskich kinach można zobaczyć najnowszą adaptację przygód Doktora Dolittle’a, opartą o książkę Hugh Loftinga z Robertem Downeyem Jr. w pierwszej roli po zakończeniu przygody z Kinowym Uniwersum Marvela. Jak wypada polska wersja językowa? Oceniamy.

Tegoroczna produkcja cofa nas do XIX wieku, gdzie ekscentryczny tytułowy doktor żyje od paru lat w odosobnieniu wraz ze swymi zwierzętami znanymi z książkowego pierwowzoru. Kiedy w wiktoriańskiej Anglii młoda królowa zapada na śmiertelną chorobę, doktor-poliglota postanawia pomóc i wyruszyć na mityczną wyspę, w celu odnalezienia cudownego lekarstwa, które zdołałoby uzdrowić młodą władczynię. Film został doszczętnie zmasakrowany przez krytyków i choć moim zdaniem nie było tak źle, to nie można nie przyznać racji co do braku składności. Sceny dramatyczne i charaktery postaci są zarysowane na jedną scenę i widoczne są liczne dokrętki =.

Polską wersję językową przygotowało studio Start International Polska, zaś reżyserem dubbingu jest Joanna Węgrzynowska-Cybińska, dotąd reżyserująca filmy kinowe w SDI Media Polska. Dubbing w zdecydowanej większości wypada naprawdę dobrze, ale po drodze zdarzyło się kilka zgrzytów.

Roberta Downeya Jr. w tym filmie niestety, ku rozczarowaniu wielu fanów, nie dubbinguje Mariusz Bonaszewski. Jak wspominała Joanna Węgrzynowska-Cybińska w jednym z komentarzy na profilu facebookowym strony, Mariusz Bonaszewski po prostu odrzucił zaproszenie na casting, nie wiadomo czy termin prób nagraniowych wypadał w okresie kręcenia jakiegoś filmu na planie, albo było to związane kwestiami wynagrodzenia – to w końcu nie Disney. W tym filmie polskim odpowiednikiem aktora jest… Jarosław Boberek, którego można było już usłyszeć w zwiastunie. Choć na pewno można powiedzieć, że jest to dość udana kreacja, biorąc pod uwagę ekscentryczność postaci oraz bardzo specyficzną grę aktorską Downeya Jr., to niestety głos Boberka nie zlewa się zbyt dobrze z aktorem. Podczas oglądania przypomniały mi się kreacje Izabelli Bukowskiej-Chądzyńskiej i Agnieszki Kunikowskiej z “Łowcy i Królowej Lodu”, które oddały swoje głosy Charlize Theron oraz Emily Blunt, a które były równie słabo dobrane ze względu na poczucie kreskówkowości ich głosów. Jakże szkoda, że w przypadku niedostępności Bonaszewskiego, prawdopodobnie nie zdecydowano się zaprosić innych dotychczasowych polskich odpowiednich Roberta Downeya Jr. (takich jak Bartosz Opania w filmie „Na psa urok”) lub po prostu poszukać innych aktorów z mniejszym doświadczeniem w dubbingu, którzy w rezultacie daliby radę zagrać szalonego zoologa tak dobrze jak Boberek, a nawet i lepiej. Dłuższej chwili potrzebnej do przyzwyczajenia się z głosem, miałem przy postaci króla Rassouli (Antonio Banderas) granego przez Artura Dziurmana, którego najlepiej mi się słuchało, gdy zamiast szarżować, mówił spokojniejszym głosem.

Za to z resztą postaci aktorskiej poszło o wiele sprawniej, Waldemar Barwiński jako doktor Mudfly po raz kolejny świetnie odnajduje się w typie postaci przerysowanego antagonisty, Karol Kwiatkowski bardzo dobrze łączy się z postacią ambitnego młodzieńca, gotowego pójść w ślady Dolittle’a. Dobrze też wypadają w pomniejszych rolach Aleksandra Kowalicka, Janusz Rafał Nowicki, czy Krzysztof Polkowski. Dla fanów hajpowania polskich aktorów w hollywoodzkich produkcjach warto zaznaczyć, że Kasia Smutniak pojawiająca się również w obsadzie dubbingu ma zaledwie dwa zdania, na dodatek wypowiadane z offu.

Choć polska obsada zwierzątek wydaje się na pierwszy rzut oka dość standardowa, to zdecydowanie na plus trzeba wyróżnić udział kilku aktorów, którzy już wcześniej podkładali głos pod danych zagranicznych twórców. W tym przypadku są to Ewa Konstancja Bułhak jako papuga Polinezja (Emma Thompson), Jacek Król jako niedźwiedź polarny Yoshi (John Cena), Anna Ułas jako gęś Dab-Dab (Octavia Spencer), Anna Wodzyńska jako żyrafa Betsy (Selena Gomez) i Jakub Gawlik jako pies Jip (Tom Holland). Do tej grupy można śmiało dopisać Szymona Roszaka jako wystraszonego goryla Chee-Chee (Rami Malek), Kingę Ilgner jako Smoczycę (Frances de la Tour) i Jakuba Wieczorka w roli muchy Jamesa (Jason Mantzoukas). Reszta zwierząt, jak i epizody także wypadają bez zarzutu.

Dialogi przygotowane przez Bartosza Wierzbiętę wypadają na tle przygotowanego scenariusza całkiem dobrze, choć zdarzyło się kilka słów niezbyt pasujących do epoki. Drobnym zarzutem do dialogów są kilkakrotnie uciekające kłapy, widoczne przy postaciach ludzkich. Jako wadę z pewnością należy też uznać wykorzystanie lektora do tłumaczenia dialogów w jednej ze scen. Choć wydawało się już, że dystrybutor zrezygnował z takich praktyk, najwyraźniej czeka ich trochę pracy nad jakością zlecanych opracowań.

Trochę szkoda, że Jarosław Boberek jako substytut dla Bonaszewskiego nie wypadł tak dobrze jak można było się spodziewać, ale mam nadzieję, że wyjdzie z tego cenna lekcja, i w kolejnych produkcjach kinowych reżyserka będzie śmielej korzystać z mniej oswojonych z dubbingiem aktorów, którzy daliby radę i aktorsko, i pewnym sensie wizerunkowo, tak jak to było w przypadku Elżbiety Kopocińskiej. Dzięki temu produkcje pod jej reżyserią wyjdą jeszcze lepiej, bo na pewno pod względem prowadzenia aktorów można potwierdzić wysoki poziom, który sprawia, że taka nieudana produkcja jest mniej boleśna. Zdecydowanie nie można odmówić Joannie Węgrzynowskiej-Cybińskiej próby zachowania Mariusza Bonaszewskiego oraz researchu nad dużą liczbą głosów zwierzęcych, a biorąc pod uwagę czyste intencje, pozostaje jedynie żałować, że nie wszystko się w materii udało.

OCENA:

7.5

 / 10

Powiązane strony

Leave a Reply