fbpx

„Jumanji: Następny poziom”: recenzja dubbingu

jumanji następny poziom recenzja dubbingu

Dziś do polskich kin przedpremierowo wszedł przygodowy film „Jumanji: Następny poziom”, będący kontynuacją hitowego „Jumanji: Przygoda w dżungli” z 2017 roku oraz kultowego już „Jumanji” z Robinem Williamsem sprzed prawie 25 lat. W głównych rolach powracają Dwayne Johnson, Jack Black, Kevin Hart i Karen Gillan, a dołącza do nich między innymi Danny DeVito oraz Awkwafina. Jak wypada dubbing produkcji?

Za sterami polskiej wersji językowej, opracowanej ponownie w studio Start International, powraca Elżbieta Kopocińska. Tak, dokładnie ta sama, którą jeszcze parę dni chwaliłem za świetnego „Wiedźmina”. Choć tym razem mamy do czynienia z zupełnie innym materiałem źródłowym, bo przygodowemu Jumanji daleko do ścinania głów, masowych samobójstw i wulgarnego języka, to w mojej ocenie dubbing wypadł równie dobrze. Przede wszystkim mocną podstawą jest powracająca obsada główna, ale i nowo wprowadzone postacie zostały solidnie obsadzone.

Myślę, że nie ma co rozpatrywać ponownie tego czy, a raczej jak głosy głównych bohaterów do nich pasują, bo to raczej oczywiste i ustaliliśmy to już przy pierwszej części. Wówczas w filmie funkcjonował motyw podwójnych osobowości, bo w „grywalne postacie” wcielają się nastolatkowie o skrajnie różnych charakterach. W nowej odsłonie następuje jednak parę zmian, bo choć cała główna czwórka powraca, to niektórym z nich zmieniają się „właściciele”. I tak oto obaj dziadkowie, czyli Danny DeVito oraz Danny Glover rozpoczynają grę na śmierć i życie w ciałach odpowiednio doktora Bravestone’a (Dwayne Johnson) oraz Finbara (Kevin Hart). Choć Krzysztof Banaszyk dubbingujący The Rocka ponownie udowadnia, że mógłby być stałym odpowiednikiem tego aktora, to jego postać jest jednak bardziej marudą i wiele w sferze jego głosu się nie zmienia (podobnie jak w wersji oryginalnej). Prawdziwą i niezwykle imponującą zmianę słychać natomiast w głosie Mateusza Narlocha, który grając wcześniej rozkrzyczanego i piskliwego Harta zmienia charakter swojej postaci o 180 stopni i przybiera powolną i mentorską wręcz manierę Miłogosta Reczka (który na początku filmu wcielił się w drugiego ze staruszków). Jest to o tyle cudowne dla uszu doświadczenie, że momentami miałem wątpliwości, czy wciąż słyszę Narlocha. Zmianę słychać również w przypadku postaci profesora Oberona, którego w polskiej wersji dubbinguje Bartek Kasprzykowski. W poprzedniej części był on zniewieściałą drama queen, ale że w „Następnym poziomie” postacią Jacka Blacka gra potężny Fridge, głos również mężnieje i staje się bardziej naturalny. Jedyną bohaterką, która przez większość czasu pozostaje sobą jest grana przez Julię Łukowiak Ruby Roundhouse. Jak w poprzedniej części robi ona świetną robotę, jednak mając w głowie prawdziwy głos Karen Gillan (tak, naoglądałem się jej tyle w oryginale, że potrafię odtworzyć go nawet obudzony w środku nocy) wiem, że nie brzmi dokładnie jak oryginał i trochę wojowniczości jej to odbiera. Na tym jednak polega magia dubbingu – żeby odwzorować, nie rzucać się w „oczy” i to zadanie zostało tutaj spełnione. Od czasu „Przygody w dżungli” nastąpiła też lekka zmiana w moim postrzeganiu nowego głosu Nicka Jonasa. Bardzo żałowałem, że w jego bohatera nie wcielił się ponownie Marcin Hycnar, który tak wiele razy już dubbingował aktora. Podczas dzisiejszego seansu dotarło do mnie jednak, że właśnie bohater Patryka Czerniejewskiego stworzył najlepszą w tym filmie iluzję i to właśnie jego głos najmniej przyciągał uwagę nie odbierając przy tym niczego oryginałowi. Jeśli czyjś głos jest „niewidzialny”, to jest to oznaką najlepiej wykonanego dubbingu. Na wysoki poziomie brzmią również głosy nastoletnich bohaterów. Warto też zauważyć, że spotykają się tu dwie młode aktorki, które w grudniowych premierach zrobiły dotychczas najlepszą robotę – Weronika Humaj w Gwiezdnych wojnach oraz Justyna Kowalska w „Wiedźminie”.

Ale poza powrotami otrzymaliśmy też świetną dawkę nowego brzmienia. I nie chodzi tylko o to, że to nowe głosy w tym uniwersum, a bardzo świeże nabytki dla dubbingu ogólnie. W ostatnich latach w twórczości Elżbiety Kopocińskiej, co powtarzam już któryś raz i ona wciąż utwierdza mnie w tym przekonaniu, pojawiają się super oryginalne nazwiska, przed którymi stawia się ciężkie zadanie dorównania komuś. I tak oto w 2017 roku otrzymaliśmy Bartka Kasprzykowskiego w pierwszym Jumanji, choć wielu domagało się poprzednich aktorów dubbingujących już Blacka. W 2018 roku dostaliśmy Marcela Sabata, który w filmie „Pacific Rim: Rebelia” użyczył głosu Johnowi Boyedze, choć wielu chciało Sebastiana Fabijańskiego, którym aktor przemówił wcześniej w „Gwiezdnych wojnach”. Parę miesięcy później pani reżyser dała nam Mateusza Łasowskiego w „Jurassic World: Upadłe królestwo”, choć wielu chciało, by w roli Chrisa Pratta powrócił Paweł Małaszyński. W każdym z tych przypadków ten nowy casting okazał się równie dobry jak poprzedni. Tak jest też w nowym Jumanji, a konkretnie w przypadku Danny’ego DeVito, którego już w tym roku mieliśmy okazję usłyszeć z głosem Mariana Opani. Wydaje mi się jednak, że na tle Henryka Niebudka wypada on dość kreskówkowo. Żadnemu z panów nie można niczego ująć, bo to dwa naprawdę genialne głosy dla DeVito w genialnym wykonaniu, jednak bardziej prawdziwie w mojej ocenie brzmi właśnie Niebudek. W ważnej i zaskakująco dużej roli pojawia się również aktorka i raperka Awkwafina, której głosu użycza dawno niesłyszana przeze mnie Laura Samojłowicz. Niezależnie od tego jak brzmi oryginał, polski głos brzmi naturalnie i to w dwóch różnych wersjach (bo także ta postać posiada różne „charaktery” ma przestrzeni filmu). To pierwszy głos Awkwafiny w produkcji aktorskiej, który warto rozważyć przy nadchodzących filmach takich jak „Mulan”, „Shan-Chi”, czy „Mała Syrenka”. Z niewielką rolą w filmie pojawia się również Marek Karpowicz, aktor kompletnie mi obcy jeśli chodzi o jego dubbinggrafię. To jednak dziwne, bo dorosły i niski głos, którym jest obdarzony idealnie wpasowuje się w deficytową sferę polskiego dubbingu. Chociaż obsadzony tu ewidentnie po warunkach, bo w roli złego i głośnego barbarzyńcy, jest kolejnym świetnym nazwiskiem, które należy zapamiętać, bo niedługo może być go w dubbingu sporo – a przynajmniej mam taką nadzieję.

Dobrze wypadają pomniejsze role oraz epizody, w tym rola Miłogosta Reczka (bo chyba tu trzeba ją zaliczyć), powracające głosy Sławomira Grzymkowskiego, Wojciecha Brzezińskiego, czy Moniki Chrząstowskiej oraz małe cameo na końcu filmu w wykonaniu Lamorne’a Morrisa z serialu „Jess i chłopaki”. Tło jest naturalne i nie słychać w nim większych odstępstw i nienaturalnych głosów. Staje się to już powoli czymś normalnym w produkcjach kinowych, w czym przejawia się ogólny progres polskiego dubbingu. Ważną kwestią jest tu również wspomniany już „Wiedźmin”, którego polska wersja była realizowana niemalże jednocześnie z tym filmu. Widać to między innymi po obsadzie, która często się ze sobą pokrywa. W przeciwieństwie do innych produkcji tworzonych w takich warunkach, po samych dziełach tego nie czuć. Uważam to za duży plus, choć z drugiej strony ze względu na specyfikę obu produkcji ciężko byłoby chyba osiągnąć podobieństwo. Bardzo leżała mi również kwestia dialogów autorstwa Alicji Roethel. Co prawda nie wszystkie dosłowne zabiegi użyte w oryginalnej wersji udało się przełożyć tak, żeby film był zrozumiały dla osób nieznających języka angielskiego (i mam tu na myśli nazwisko „Bravestone”, do którego znów sprawdza się pewna część fabuły), jednak jest to konsekwencja braku tłumaczenia nazwisk, czego jestem zwolennikiem. Mniejsze zło; to jednak wciąż walka na kompromisy. Dla równowagi dostaliśmy natomiast parę mniej cenzuralnych, choć dopuszczalnych dla tej kategorii wiekowej przekleństw. Momentami, choć nie często, widać było uciekające kłapy, co jest chyba jedynym minusem jaki można postawić dubbingowi nowego Jumanji.

Choć ciężko ocenić dokonania jednego reżysera w zaledwie parodniowym odstępie, bez problemu mogę polecić seans „Jumanji: Następny poziom” w polskiej wersji. Przygodowy klimat sprzyja dubbingowi, dlatego powinno być go znacznie więcej, o czym dystrybutorzy często zapominają. Najlepszą nagrodą dla reżysera nie powinna być jednak wystawiona przeze mnie punktowa ocena na dole długiego tekstu, a reakcje widzów na kinowych seansach, czyli zatroskane o bohaterów dzieci i salwy śmiechu dorosłych, które mi dzisiaj towarzyszyły.

OCENA:

9

 / 10

Powiązane strony

Dodaj komentarz