“Kraina lodu II”: recenzja dubbingu

kraina lodu II recenzja dubbingu

Pierwsza część “Krainy lodu” zadebiutowała w kinach 6 lat temu robiąc niemałe zamieszkanie w kulturowym półświatku i zdobywając aż dwie statuetki na rozdaniu nagród Akademii. Jak wypada polska wersja drugiej części, która weszła w ten weekend do kin? Oceniamy!

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że sam film jest inny i bardzo różni się od poprzednika. Twórcy postawili tu na bardziej zawiłą fabułę, dokładając widzowi kolejnych istotnych informacji na temat świata, w którym żyją nasi bohaterowie. Warto się jednak zastanowić, czy nie było ich zbyt wiele i czy młodsza część widowni będzie w stanie nadążyć za wydarzeniami, bo o ile główny wątek wyprawy do lasu, zdrady oraz jej następstw jest dość jasny, to już akcja związana z elementami żywiołów i ich powiązanie z Elsą zdaje się być o wiele bardziej zawiłe. Nie zrozumcie mnie źle, wszystko trzyma się kupy, jednak boję się ewentualnego przekombinowania w kolejnych, z pewnością już skrzętnie planowanych, częściach.

Niemniej jednak polski dubbing w filmie prezentuje się bardzo dobrze. W roli reżysera dialogów powrócił Wojciech Paszkowski i sądzę, że jego dziełu nie dość, że nie można nic zarzucić, to wypada jeszcze lepiej niż pierwsza część. Być może kwestią przyzwyczajenia się przez te lata jest lepszy odbiór głównych bohaterek i pewnej różnicy w brzmieniu ich głosów między dialogami, a utworami muzycznymi, która niektórym przeszkadzała. W głównych rolach powracają bowiem Lidia Sadowa i Kasia Łaska w roli Elsy oraz Anna Cieślak i Magdalena Wasylik w roli Anny. I choć przez tą szczelinę umyka odrobina magii, to rekompensuje ją wysoka jakość wykonania przez aktorki oraz wokalistki swojego zadania – co jest oczywistością, szczególnie przy tak wprawionych dubbingowo graczach. W dodatku niewiele było scen, w których zmiana głosu postaci następowała w krótkim czasie. Jedynym utworem, przy którym mocniej rzuciło się to w uszy był wykonany przez Magdę Wasylik “Już ty wiesz co”. Choć piosenka cudowna i genialnie zaśpiewana, to rozpoczyna się acapella, a w tle nie ma żadnych efektów dźwiękowych poza delikatnym echem jaskini, w której znajduje się bohaterka, przez co widz w całości skupiony jest na jej głosie. Cudowny Czesław Mozil w roli bałwanka Olafa kolejny raz dał popis swoich możliwości, na co pozwala mu przede wszystkim konwencja postaci. Dużym zaskoczeniem był natomiast Paweł Ciołkosz, który poza świetnymi dialogami miał również piosenki, które zaśpiewał sam – i to jak! Chyba nigdy wcześnie nie słyszałem go wykonującego tego typu poważniejsze utwory i efekt mnie dosłownie powalił.

Z pewnością należy docenić świetną i świeżą drugoplanową obsadę z gościnnym występem Andrzeja Seweryna, który choć nie miał wiele do powiedzenia, wydawał się bardzo egzotycznym nabytkiem. Ważną rolę odegrała natomiast Agnieszka Przekupień wcielając się w matkę głównych bohaterek, a poza scenami dialogowymi miała również parę utworów do wykonania. I chociaż te drugie brzmią doskonale, to już dialogi mówione były drętwe. Najpewniej wynika to z faktu braku obycia w dubbingu, gdyż był to debiutu aktorki w produkcjach głosowych. W rolę jej męża, króla, wcielał się w poprzedniej części Miłogost Reczek. Tu jednak z jakiegoś powodu został zastąpiony przez Arkadiusza Janiczka. Nie powiem, opcja ta odpowiada mi o wiele bardziej, bo pierwszy aktor zdawał się jednak zbyt stary, a postać wcale na taką nie wyglądała. Janiczek jest o wiele bardziej przekonujący, ale dziwi sam fakt wymiany. Dobrze prezentowały się głosy nowicjuszy: Mateusz Dopieralski i Ewa Kłosowicz grający rodzeństwo z ludu Northuldra. Cieszy powrót dawno niesłyszanej Marzeny Trybały, a z kolei Marcin Przybylski jest kolejnym dowodem na to, że czarnoskóra postać nie zawsze musi mieć niski głos – bo też nie zawsze jest tak w oryginale.

Wspomniany na początku tekstu inny styl filmu najbardziej odzwierciedla się w muzyce. Utwory nie są już typowymi metaforycznymi piosenkami wykonywanymi w trakcie filmu, jak w większości disnejowskich animacji bywa. To już bardziej musical. Da się to odczuć zarówno w formie, jak i w tekście, który bezpośrednio nawiązuje do dziejących się wydarzeń. Z tego powodu wydają się cierpieć kłapy. Widać jednak, choćby w porównaniu z oryginalnym tekstem, jak wiele poświęcili twórcy przy pisaniu polskich słów oraz ich wykonaniu i późniejszym montażu. Duża w tym zasługa Michała Wojnarowskiego za przełożenie tekstów, Mateusza Michniewicza, który pracował nad montażem piosenek oraz Agnieszki Tomickiej, kierowniczki muzycznej, która wszystko to spinała do kupy. Nie potrafię ocenić, czy wiodący utwór “Chcę uwierzyć snom” zdobędzie taką popularność jak jego poprzednik, czyli “Mam tę moc”, ale z pewnością jest na takim samym poziomie zarówno jeśli chodzi o wykonanie, jak i ładunek emocjonalny. W tym przypadku mamy też drugą ścieżkę, “Pokaż się”, która w kulminacyjnym momencie filmu scala dwa utwory w doskonałej harmonii.

W obecnych czasach 6 lat to bardzo dużo. Polski dubbing niezwykle rozwija się z miesiąca na miesiąc, co sprawiło, że polska wersja “Krainy lodu II” jest jednocześnie delikatną powtórka z rozrywki, a z drugiej – czymś nowym i świeżym. Ścierają się tu różne szkoły, bo i twórcy przez ostatnie lata nauczyli się wielu nowych technik i sztuczek, by dubbingowe seanse uczynić niezapomnianymi przeżyciami. Dubbingowy seans zdecydowanie polecam i z pewnością sam jeszcze do niego powrócę.

OCENA:

8

 / 10

Powiązane strony

Dodaj komentarz