Recenzja dubbingu “Zabójcze maszyny”

3

O tym, że dubbing trudną sztuką jest, wiemy bardzo dobrze. Zagrać w czasie, z odpowiednią emocją, w dodatku z dobrymi dialogami, które leżą jak ulał – i najlepiej jeszcze, żeby głos pasował idealnie do oryginalnego aktora. Krótki i jakże skomplikowany przepis na to, jak zadowolić widza, który i tak znajdzie coś, na co można ponarzekać. W przypadku “Zabójczych maszyn” możemy jednak mówić o bardzo dobrym dubbingu, spełniającym niemal wszystkie te wymagania.

“Zabójcze maszyny” nie są jakimś wybitnym obrazem aspirującym do Oskara, ale z pewnością nie są też produkcją złą. To solidny film z dobrze napisanymi i zagranymi postaciami, które dają naszym rodzimym aktorom możliwość pracy nad czymś sensownym. Grzegorz Drojewski, reżyserujący dubbing w studio Start International Polska, zebrał bardzo ciekawą oraz stosunkowo świeżą obsadę i uczynił z polskiej wersji przyjemne dla ucha, dźwiękowe widowisko. Bardzo cieszy mnie również fakt, że udało mu się sprawnie obsadzić mniejsze i epizodyczne role aktorami dobrze znanymi głównie z kreskówek. Jak w większości produkcji kinowych tworzonych przez studio Start, dialogi i ich nagłośnienie brzmią naturalnie, wszystkie słowa pasują idealnie w kłapy. Jest to zasługa Marcina Bartkiewicza, który napisał polski tekst oraz Janusza Tokarzewskiego odpowiedzialnego za nagranie i zgranie dźwięku.


Marta Masza Wągrocka, wcielająca się w Hester Shaw, główną bohaterkę, stworzyła kolejną w tym roku silną, ostrą i niezależną postać. Jednocześnie jest to rola, w której w prawdziwy sposób potrafiła przekazać smutek, ból i cierpienie dziewczyny. Wągrocka ma jakąś taką dziwną przypadłość użyczania głosu właśnie tego typu bohaterkom. W tym roku wcieliła się już w wojowniczą Nakię w “Czarnej Panterze”, zadziorną Art3mis w “Player One”, czy heroiczną panią doktor Kate Cladwell w “Rampage: Dzika furia” – ciekawe, kogo zagra następnym razem? Naprzeciw niej stoi – debiutujący w dubbingu do tak dużego, aktorskiego widowiska – Damian Kulec, użyczających głosu Tomowi Natsworthiemu (w tej roli Robert Sheehan z serialu “Misfits”). Muszę powiedzieć, że ani na chwilę nie odbiegał on poziomem gry aktorskiej od swojej dubbingowej partnerki. Kulec jest zarówno bardzo świeżym dla odbiorcy głosem, jak i pewnym nabytkiem do dalszego angażowania – również przez innych reżyserów i studia. Duże brawa należą się też Ewie Prus, która już nieraz udowodniła, że potrafi świetnie zagrać role silnej, dojrzałej kobiety – choćby dubbingując Jessicę Chastain w filmach “Łowca i Królowa Lodu” oraz “Azyl”. W “Zabójczych maszynach” wcieliła się w postać azjatyckiej rebeliantki, Anny Fang.

Chyba największą niewiadomą tego dubbingu była dla fanów rola Mirosława Zbrojewicza, wcielającego się w postać głównego czarnego charakteru – Thaddeusa Valentine’a. Należy nadmienić, że grający tę postać Hugo Weaving był już dubbingowany przez innych aktorów. Adam Bauman wcielił się w Elronda w trylogii “Hobbit”, czym mojej przychylności sobie nie zaskarbił; Jacek Lenartowicz w pierwszej części “Kapitana Ameryki” wypadł dobrze, choć również niczego mi ta rola nie urwała. Żaden z tych trzech panów nie jest co prawda nawet zbliżony barwą głosu do Weavinga, natomiast sposób, w jaki Zbrojewicz ograł tę rolę, kompletnie to przyćmił. Kiedy mówił, jego głos po prostu był jednym z postacią. I to jest chyba właśnie wyznacznik dobrego dubbingu. Brak zachowania głosu danego aktora z innego filmu niekoniecznie sprawia, że nowy aktor jest z miejsca gorszy.


Dobrze wypadli również mniej doświadczeni w dubbingu Mateusz Kmiecik i Michalina Łabacz w drugoplanowych rolach. Należy też wspomnieć o świetnym aktorskie i wpasowaniu się w role Krzysztofa Dracza i Przemysława Bluszcza, choć jest to raczej dość oczywiste dla osób znających ich dorobek artystyczny. Nawet Jacek Król, obsadzony typowo “po warunkach” w roli mechanicznego potwora Shrike’a, brzmiał na naprawdę niepowstrzymanego. W dużej mierze to też zasługa dobrej modulacji głosu, której zabrakło np. gdy aktor ten wcielał się w Apocalypse’a w ostatniej części X-Menów.

Minusem polskiego opracowania nie jest natomiast żaden aspekt artystyczny, tyczący się dubbingu samego w sobie, a podejście dystrybutora do tej wersji filmu i jej promocji. Ponownie mamy brak edycji wideo, takiej jak tłumaczenie tytułu na język polski czy plansz z listą nazwisk twórców rodzimej wersji – a chociaż tyle należy im się za wykonanie swojej pracy. Na szczęście wszelkie niezdubbingowane dialogi zostały opatrzone napisami, a nie lektorem, jak to bywało już wcześniej przy innych produkcjach dystrybuowanych przez UIP. Wydaje mi się, że cała konkurencja już dawno temu zaprzestała takich praktyk. Brak promocji dubbingu, choćby przez udostępnianie zwiastunów w sieci, również bardzo smuci. Choć to dziwne, bo dystrybutorowi zdarza się publikować dubbingowange trailer, chociażby do innego blockbustera, jakim jest “Bumblebee”.

Dubbing “Zabójczych maszyn” to naprawdę kawał świetnej roboty ze strony aktorów oraz realizatorów studia Start International Polska. Brzmi naturalnie, obsada gra bardzo dobrze. Mimo, że sama produkcja prawdopodobnie nie zostanie nigdy określona mianem “ponadczasowej”, jest to jeden z tych filmów z solidna polską wersją, do którego miło będzie wrócić za parę lat i powspominać.

Powiązane strony

Dodaj komentarz