fbpx

Warner Bros. traci ostatni argument przeciwko zlecaniu dubbingu

Warner Bros. traci ostatni argument przeciwko zlecaniu dubbingu
Foto: HBO MAX / Warner Media

W piątek świat obiegła informacja, która może na zawsze zmienić oblicze kina. O tym, że duże ekrany zostaną kiedyś wyparte i w większości zastąpione przez wygodne i podręczne platformy VOD wiadomo nie od dziś. Proces ten zaplanowany był na wiele, naprawdę wiele lat, jednak pandemia koronawirusa zmieniła zasady gry. Nic w tym dziwnego, tak samo jak kina muszą z czegoś żyć, tak samo i te wielkie korporacje, które w tym roku zaliczyły niewiele premier, a co za tym idzie niewiele zysków. Nikt już nie przewiduje, że kolejne produkcje szybko powrócą na srebrne ekrany.

Przed weekendem Warner Bros. ogłosił, że wszystkie ich największe produkcje zaplanowane na 2021 roku, czyli w dużej mierze też te opóźnione w 2020, zadebiutują jednocześnie w kinach oraz na ich rozgrzewającej się dopiero platformie HBO MAX. Ta nie jest jeszcze dostępna w naszym kraju, ani nawet w Europie, jednak najnowsze informacje z samego źródła potwierdzają, że w Polsce usługa ma wystartować w drugiej połowie 2021 roku, czyli całkiem niedługo. W ten sposób wyeliminuje także jeden z najbardziej upośledzonych obecnie serwisów dostępnych w naszym kraju, HBO GO. Zgodnie z zapowiedziami, na platformie pojawią się takie filmy jak “Tom i Jerry”, “Godzilla kontra Kong”, “Mortal Kombat”, “Kosmiczny mecz 2”, “Legion Samobójców: The Suicide Squad”, “Diuna”, czy “Matrix 4”. Dotyczy to jednak tylko rynku amerykańskiego, co jest logiczne biorąc pod uwagę, że tylko tam na chwilę obecną HBO MAX jest dostępne.

Należy się jednak spodziewać, że jeżeli ten nowy model wypuszczania filmów się przyjmie, a Warner daje sobie cały przyszły rok na jego testy, tak właśnie może wyglądać przyszłość – kino dla koneserów. I na tyle na ile prognozy te nie są optymistyczne dla branży kin na całym świecie, o tyle z perspektywy polskiego dubbingu zapowiada się to interesująco. Głównie z tego powodu, że VOD daje użytkownikom niezwykle dużo możliwości, których nie daje im kino. Kosztem wielkiego ekranu, dźwięku przestrzennego oraz odizolowanego od zgiełku życia codziennego miejsca, otrzymujemy najnowsze produkcje w dniu premiery w swoim domu i bez ograniczeń czasowych. Możemy w każdej chwili włączyć, zatrzymać, czy cofnąć film, a co najważniejsze: wybrać sobie język, w którym chcemy daną pozycję obejrzeć. W taki oto sposób HBO i Warner Bros. tracą swój ostatni LOGICZNY argument, dla którego zlecanie dubbingu do wszystkich ich produkcji nie miało wcześniej sensu – kwestia wyboru dla “większości”.

Większość to oczywiście określenie internetowych krzykaczy, którzy pod hasłami “po co dubbing”, “dubbing jest chujowy”, czy “ja tego nie potrzebuję” walczą jedynie o możliwość wyboru dla siebie, czyli błogosławionej wersji anglojęzycznej (nie oryginalnej, anglojęzycznej). Do tej grupy nie zaliczają się jednak zwykli “Kowalscy”, którzy po prostu nie lubią czytać napisów i dubbingiem by nie pogardzili. Dostają jednak lektora, który jest wynaturzeniem i obniża drastycznie jakość wszelkich produkcji, którymi dystrybutorzy próbują zabłysnąć. O ile HBO GO, jako autystyczna platforma, nie była w stanie (ponoć) uciągnąć więcej niż dwie ścieżki dźwiękowe, o tyle HBO MAX będzie oferowało większy wybór, z pewnością podobny do tego, który daje nam teraz Netflix. Co za tym idzie, wybrać będzie można pomiędzy wersją oryginalną (koniecznie anglojęzyczną!) i opcjonalnymi napisami, wersją z polskim dubbingiem oraz ewentualnie wersją dla motłochu, czyli szeptanką. Taka opcja sprawdziła się w końcu przy okazji netfliksowego “Wiedźmina”, gdzie swoją drogą bardzo chwalono polską PROFESJONALNĄ wersję językową.

Dzięki takiemu zabiegowi już za chwilę powinniśmy spodziewać się, że Warner Bros. oraz siostrzane HBO przestaną wykorzystywać ludzi i wciskać im gówno w ładnym pudełku z kokardką, a zaczną traktować nas jak kraj (wciąż) europejski. Jeżeli Niemcy, Francja, czy Hiszpania mogą dostawać swoje dubbingi, to Polacy też i każde odstępstwo od tego jest kradzieżą naszych pieniędzy, zainwestowanych z nadzieją na wysoką jakość produktów. Nie trzeba chyba przypominać, że Disney+, który również ma wystartować u nas w przyszłym roku, od pierwszego dnia na rynku oferuje profesjonalne i bogate wersje językowe swoich produkcji. Oni również nie są jeszcze dostępni w Polsce, ale przekraczają kolejne granice, jak niedawno przy okazji serialu National Geographic “Podbój kosmosu” (wzmianka na wypadek idiotycznych komentarzy, że Disney ma treści jedynie dla dzieci). Małymi kroczkami do celu, a przecież planowany jest cały segment dla filmów i seriali +18. Pod jakąkolwiek nazwą się on ukaże, na 90% możemy podejrzewać, że znajdą się tam produkcje z polskim dubbingiem.

Jaki problem ma więc WB i HBO? Czemu tak bardzo nienawidzą dawać wyboru swoim widzom w Polsce? A może niedługo dostaniemy maila, żeby grzecznie zrezygnować z udziału w codziennym życiu ich platformy, jak nam się coś nie podoba (parafrazując historię Johnny’ego Deppa sprzed paru tygodni)? Jeśli HBO MAX ma być w naszym kraju czymkolwiek innymi niż kolejną platformą VOD bez polotu, to musi przede wszystkim wyprzeć “jeden z ostatnich złogów zbrodniczego komunizmu” i postawić na profesjonalne opracowanie jakim jest dubbing.

Dodaj komentarz

Ankieta

Z czym wolisz oglądać filmy i seriale?