fbpx

“Wiedźmin”: recenzja dubbingu serialu

wiedźmin recenzja dubbingu serialu netfliksa

Wczoraj rano na platformie Netflix zadebiutował serial „Wiedźmin” oparty na prozie polskiego twórcy, Andrzeja Sapkowskiego. W role oryginalne wcielili się m.in. Henry Cavill znany z roli Supermana oraz Freya Allan, Anya Chalotra oraz Joey Batey. Jak wypada polski dubbing do produkcji?
Nikt chyba nie ma już wątpliwości, że mamy do czynienia z czymś przełomowym i to na różnych płaszczyznach. Przede wszystkim sam fakt powstania dubbingu do Wiedźmina jest czymś, w co wielu wątpiło aż do samego końca. Potem przychodzi zachwyt internautów, którzy nagle są „za” dubbingiem. A potem sam efekt końcowy, choć akurat w tym przypadku miałbym parę „ale”.
Reżyserię powierzono Elżbiecie Kopocińskiej ze studia Start International, która pracowała już wcześniej nad pierwszą grą z serii o Geralcie z Rivii. Co ciekawe, przy tej samej produkcji koordynację sprawował również Marcin Bartkiewicz, który napisał dialogi do całego serialu Netfliksa. W głównej roli natomiast powraca Michał Żebrowski, co jest całkiem niezłym zagraniem marketingowym ze strony platformy, ponieważ reakcja widzów na wieść o jego udziale w produkcji dodała jej naprawdę dużo prestiżu. W 2001 roku aktor wcielił się bowiem w Geralta w polskim filmie na podstawie opowiadań Sapkowskiego.

Być może kwestią dobrej znajomości głosu oryginalnego aktora jest, że głos Żebrowskiego pasuje „tak sobie” i niezbyt z nim współgra. Nie twierdzę, że jest zły – absolutnie nie! – jednak duża część jego dialogów wprawiała mnie w konsternację. Z jednej strony nie pasuje do oryginału, ale z drugiej pasuje do postaci. Pasuje do klimatu samego serialu. I przede wszystkim wszelkie bluzgi wybrzmiewają o wiele lepiej niż w wersji oryginalnej tylko dlatego, że pochodzą właśnie od niego (i trochę też dlatego, że polskie przekleństwa są lepsze od amerykańskich). Dodatkowo wspomniany już marketing, który tak nakręcił polską publiczność dlatego, że zaangażowano Żebrowskiego do produkcji, a co wywołało ogromne tsunami pozytywnych komentarzy w sieci, zwyczajnie rekompensuje mi wszelkie braki spowodowane tym, a nie innym castingiem do głównej roli. Jak to mawiają, sztuka wymaga poświęceń. Z drugiej strony mamy również Justynę Kowalską, która wciela się w czarodziejkę Yennefer. I to jest właśnie najlepszy punkt polskiej obsady Wiedźmina. Jest oszałamiająco cudowna i prawdziwa w każdym najmniejszym dialogu. Wpasowuje się świetnie zarówno w Yennefer, którą poznajemy w pierwszych odcinkach, czyli zdeformowaną, cichą i zamkniętą w sobie, jak i w przekształconą już, dumną i szukającą odpowiedzi na swoje pytania potężną wiedźmę. Znając dubbingową filmografię Justyny Kowalskiej mogę śmiało powiedzieć, że to jest dotychczas jej najlepsza rola, którą pokazuje jak potrafi błyszczeć. Podobne odczucia mam wobec Marcina Franca, który wcielił się w postać śpiewającego Jaskra. Rola bardziej humorystyczna niż dramatyczna, jednak to co wyjątkowego daje serialowi to jej piosenki. Aktor zarówno gra dialogi, jak i śpiewa piosenki i co najważniejsze – robi to perfekcyjnie! Z resztą nie powinno to nikogo dziwić po tegorocznym „Aladynie” Disneya, w którym Franc wcielił się w tytułową rolę. Liczę, że Netflix wyda jakiś album z utworami Jaskra również w polskiej wersji językowej. Fakt śpiewanych piosenek jest również ważny pod względem samej polityki Netfliksa – przypomnę tylko, że utwory w serialu animowany dla dorosłych „Big Mouth” platformy były opatrzone jedynie napisami. To duży krok naprzód i mam nadzieję, że również zapowiedź lepszego jutra pod względem muzycznych popisów polskich aktorów. Nie może być jednak tak kolorowo, bo najsłabiej z głównej obsady wypada Natalia Smagacka, wcielająca się w młodą księżniczkę Ciri. Może to kwestia jej braku doświadczenia w dubbingu, a może zwyczajnie brak doświadczenia aktorskiego, ale niewiele było scen w całym pierwszym sezonie, którymi byłaby w stanie mnie przekonać. Słysząc ją za każdym razem miałem wrażenie, że jej głos stoi z boku i należy do kogoś zupełnie innego. Choć różnica wieku miedzy oryginalną a polską aktorką wcale nie jest duża, bo wynosi zaledwie 3 lata, to polska Ciri brzmi zbyt dorośle w stosunku do tego jak niewinnie wygląda. Słychać, że pani reżyser robiła co mogła, ale najwyraźniej dobry przewodnik to za mało. Miejmy nadzieję, że w przyszłych sezonach w przypadku Ciri dokonają się pewne poprawki.

Ogólnikiem można by powiedzieć, że cała reszta wypada bardzo dobrze. Wszystkie rzucające się w uszy drugoplanowe role wypadają naprawdę przekonująco, co jedynie udowadnia jak świetnych aktorów mamy w Polsce, a jak bardzo „żule spod budki z piwem” się do nich nie umywają. Znalazło się paru aktorów, którzy bardziej zapadają w pamięć. Przede wszystkim Lidia Sadowa, wcielająca się w bardzo zdecydowaną królową Calanthe. W mojej ocenie to jedna z pierwszych ról tej aktorki, która w końcu wychodzi poza nauczycielki i rozhisteryzowane, zmiennokształtne mutantki i pokazuje swoją zupełnie inną stronę. Bardzo przekonująco wypada też Michał Mikołajczak, który z dubbingiem dopiero zaczyna mieć coraz więcej wspólnego. Oczywiście znów podkłada głos postaci czarnoskórej, co zawdzięcza swojemu niskiemu głosowi, natomiast efekt jest bardzo naturalny i dodatkowo spełnia również rolę oryginału: widz po prostu ufa mu od pierwszych minut na ekranie, co w pewnym momencie jest dość kluczowym elementem fabularnym serialu. Debiutująca w dubbingu Katarzyna Strączek (a przynajmniej na tyle, na ile jej dotychczasowa dubbingrafia dowodzi) to kolejny dowód na to z kolei, jak dobre i świeże głosy Elżbieta Kopocińska potrafi czasem odnaleźć. Tworzy ona postać z jednej strony wyniosłą i zdystansowaną, która przechodzi przemianę słyszalną również w warstwie głosu. Świetny, dojrzały kobiecy głos, który powinien znajdywać się na obsadowych listach znacznie częściej. To tylko parę ról, które dobrze zapadły mi w pamięć, jednak było ich znacznie więcej – Marek Barbasiewicz, Przemysław Glapiński, Weronika Humaj, Artur Dziurman, Michalina Łabacz, Agnieszka Fajlhauer. Jak widać, to często też głosy dobrze znane osobom oglądającym filmy z polskim dubbingiem. Było ich wiele, ale co najciekawsze wpasowują się w brudny i wulgarny świat Wiedźmina bez problemu. Cała warstwa ról dalszoplanowych oraz gwarów jest bardzo dobrze skomponowana i ani przez moment nie odczuwa się tzn. „kreskówki”.

Jedyny problem, nie związany stricte z polskimi aktorami, miałem z montażem. Z jakiegoś powodu wiele dialogów zostało ściętych do tego stopnia, że czasem postacie nie kończą nawet ostatnich wyrazów swoich wypowiedzi. Miejsc było sporo, dlatego nie potrafię przytoczyć konkretnych momentów, jednak z pewnością tyczyło się to postaci Lidii Sadowej. Czy jest to sprawka montażysty, Michała Skarżyńskiego, czy może coś poszło nie tak po stronie platformy? Nie wiem, ale z pewnością jest to rzecz, którą wciąż można poprawić. Drobne problemy z dźwiękiem pojawiają się również przy dialogach Michała Żebrowskiego, bo jego niskie tony brzmią momentami jak bełkot. Żyje jednak z przekonaniem, że o ile nie jest to zbyt natrętne, to jest nawet wskazane, szczególnie przy tego typu produkcjach – surowych i zimnych. Często wyglądają tak również wersje oryginalne i nie sposób zrozumieć niektórych kwestii w dobrze nam znanym języku angielskim, tylko wtedy wszyscy tłumaczą to sobie „manierą aktora”. Nie wiem czy podobny efekt chcieli uzyskać twórcy polskiej wersji, ale przynajmniej w przypadku Geralta im się to udało.

Dubbing netfliksowego „Wiedźmina” to jak wspomniałem rzecz przełomowa, jaką lata temu była pierwsza część „Avengers”. Przed twórcami postawiono naprawdę trudne zadanie stworzenia bardzo złożonego polskiego opracowania, z czym poradzili sobie nadspodziewanie dobrze. Na taką skalę niektóre błędy są nie do uniknięcia, jednak nie sprawiają one znów, że dubbing tego serialu jest zły. To zapis z bardzo skomplikowanego procesu twórczego, którego efekty mogliśmy do dziś oglądać jedynie w kinowych filmach Disneya. Netflix udowadnia tym samym, że jest w stanie zlecać dubbing do swoich produkcji oryginalnych i że ten dubbing jest po prostu (cytując) kurwa zajebisty. Niech teraz nikt nie waży się nawet powiedzieć, że dubbingowanie [tu wstaw tytuł filmu/serialu] to grzech, bo historia o Geralcie z Rivii również jest czymś kultowym, a internauci zgodnie twierdzą, że polskiej wersji należy choć kawałek spróbować. W obliczu Disney+ oraz zbliżającym się HBO Max, pełna lokalizacja seriali i filmów oryginalnych Netfliksa może być jedyną rzeczą, która uratuje platformę przed zejściem na dno w naszym kraju. Jednocześnie Elżbieta Kopocińska wskakuje na mojej prywatnej liście ulubionych reżyserów do ścisłej czołówki – nie tylko ze względu na „Wiedźmina”. Serial był z pewnością momentem przełomowym, ale po takich filmach jak „Jumanji”, czy „Jurassic Park” wiem, że jest o wiele bardziej zdolna niż mógłbym kiedyś podejrzewać.

OCENA:

9

 / 10

Powiązane strony

Dodaj komentarz