fbpx

“Zew krwi”: recenzja dubbingu

zew krwi recenzja dubbingu

“Zew krwi” to najnowsza produkcja przygodowa od 20th Century Studio (czyli przejętej niedawno przez Disneya wytwórni Fox), którą od wczoraj możemy zobaczyć w polskich kinach. Oceniamy!

Produkcja jest adaptacją książki pod tym samym tytułem z 1903 roku. Przedstawia losy psa Bucka, który w czasach gorączki złota trafia na Alaskę. Zanim jeszcze przejdziemy do kwestii dubbingu, na chwilę zatrzymamy się przy samej produkcji. To piękny i malowniczy świat zamieszkały przez zwierzęta stworzone w całości przy użyciu komputera. Efekt jest jaki jest, bo patrząc na głównego bohatera widać, że nie jest prawdziwy. Wciąż zawodzą niektóre kluczowe elementy, choć mam wrażenie, że najbardziej widać to właśnie przy Bucku. Postaciom zwierzęcym nadano ekspresję typową dla ludzi, przez co pewnie część widowni stworzy z nimi większą więź, jednak ostatecznie pies, który w filmie fabularnym miał wyglądać jak prawdziwe zwierzę, kojarzy mi się o wiele bardziej ze Szczerbatkiem z serii “Jak wytresować smoka”. Z pozytywnych aspektów? Metody animowania zostaną wkrótce doprowadzone do takiej perfekcji, że różnica nie będzie widoczna w ogóle, a trudne sceny nie będą stwarzały niebezpieczeństwa dla istot żyjących. Piszę o tym w kontekście afery, która towarzyszyła promocji filmu “Był sobie pies”, przy którym to rzekomo pies grający główną rolę był zmuszany do pracy w ciężkich warunkach. Nic dziwnego, że twórcy zrezygnowali z prawdziwych zwierząt, szczególnie, że z prawdziwymi czworonogami połowy tych niebezpiecznych scen nie daliby rady nagrać.

Dubbing jest tutaj bardzo ważnym wydarzeniem, o którym pisaliśmy już na łamach naszego portalu. To oficjalnie pierwsza produkcja dystrybutora Imperial CinePix, której realizację polskiej wersji nadzorował Disney – i to słychać! Nie umniejszam oczywiście samemu Studio Sonica, ale bardzo łatwo zauważyć, że Disney jest jedynym dystrybutorem na polskim rynku, który dopieszcza swoje dubbingi i dba o ich jakość. Niemniej jednak, Leszek Zduń jako reżyser wykonał świetną robotę i należą mu się ogromne gratulacje – podobnie jak całej reszcie twórców, czyli dialogiście Marcinowi Bartkiewiczowi oraz Maciejowi Brzezińskiemu – realizatorowi dźwięku i montażyście. Polska wersja brzmi bardzo prawdziwie i naturalnie, głosy głównych aktorów (o których szerzej za chwilę) ładnie siedzą w postaciach, a gwary, choć niekiedy obsadzone bardziej kojarzonymi w dubbingu artystami, wypadły przekonująco i nie powodowały żadnych zgrzytów. Choć dialogi są bardziej intensywne w pierwszej części filmu, to brzmią swobodnie i nie zawierają słownictwa niepasującego do czasu akcji (czyli początku XX wieku).

Bardzo doceniam wszelkie zachowania głosów obecne w polskiej wersji, choćby za sam fakt. Nic w tym jednak dziwnego, skoro Disney maczał w dubbingu palce i zapewne zasugerował zaproszenie artystów, którzy już danych aktorów grali. W ten oto sposób ponownie możemy usłyszeć Marka Lewandowskiego, który użycza głosu Harrisonowi Fordowi, znanemu przede wszystkim z Gwiezdnych wojen. Choć nie znam głosu oryginału na wylot, to w mojej opinii jest to wciąż wybór świetny i każdy kolejny występ tylko to potwierdza. Lewandowski posiada doświadczenie w dubbingu, jednak nie ma na tyle bogatej filmografii dubbingowej, żeby wyrobić sobie tzn. “kreskówkową manierę”. Nie gra pełnym głosem, nie jest przerysowany, dlatego brzmi tak naturalnie i dlatego chce się go słuchać więcej. Oglądając drugą połowę “Zewu krwi” pełnego pięknych krajobrazów doszedłem do wniosku, że aktor mógłby zostać narratorem jakiegoś filmu przyrodniczego i z chęcią bym go obejrzał.

W drugoplanowych rolach występują natomiast Laura Breszka i Maciej Maciejewski i warto się nad nimi na chwilę pochylić, bo ich postacie reprezentują mniejszości etniczne, które charakteryzują się zupełnie innymi typami głosów. O ile przy Francoise, granej przez aktorkę o azjatyckich rysach twarzy, nie ma dużego problemu, bo głosy Azjatek w filmach amerykańskich są delikatne i odrobinę nosowe, to już aktorzy czarnoskórzy, do jakiś zalicza się Omar Sy, to inna sprawa. Zazwyczaj problem polega na deficycie głosów o tak niskich rejestrach wśród polskich aktorów i winne za to są jedynie geny. Z tego własnie powodu idealnym polskim głosem czarnoskórego aktora jest po prostu dość niski głos męski, który wpasowuje się styl oryginału. Takim był w tym przypadku Maciej Maciejewski i okazał się bardzo dobrym i naturalnym odpowiednikiem. Poza tymi spokojnymi partiami, aktor musiał też trochę pokrzyczeć, jako że jadąc zaprzęgiem zaganiał psy. Była to postać bardzo energiczna, co również udało się wiernie oddać w polskiej wersji. Wracając na krótką chwilę do Laury Breszki, rzuciła mi się w oczy pewna maniera oryginalnej aktorki, którą w polskim dubbingu odwzorowano, a mianowicie dialogi, które postać wypowiada przy zaciśniętej szczęce, w taki sposób zostały również wypowiedziane przez polską artystkę. Było to bardzo delikatne, a jednocześnie na tyle zauważalne, że doprowadziło do uzyskania tego, o co chodzi w dubbingu, czyli perfekcyjną iluzję. Przy okazji tej dwójki aktorów odetchnąłem również z ulgą o pewną zakulisową kwestię, a mianowicie o ewentualnym wymuszaniu przez Disneya aktorów, których poznali współpracując ze studiem SDI, a których obecnie jest w kinowym dubbingu za dużo. Jako że zarówno Breszka jak i Maciejewski w ostatnim czasie często pracowali z Leszkiem Zduniem, spokojnie można założyć, że to jego propozycje, które medialny gigant zaakceptował, a które mogą zostać w przyszłości powielone, gdy ci oryginalni aktorzy pojawią się w jakichś disneyowskich blockbusterach.

Z mniejszych epizodów należy jeszcze wspomnieć o Kamilu Kuli, który użyczał głosu złemu bohaterowi, Halowi. To również zachowanie głosu, bo Dan Stevens był już przez niego dubbingowany w filmie “Piękna i Bestia”. Mam jednak wrażenie, że znalazłby się tu bardziej podobny barwą aktor, choć nie powiem, że to rola w stylu Kuli, czyli rozhisteryzowany arystokrata. Największy jednak problem miałem z potencjalnie najmniej ważną rolą, czyli Julią Kijowską grającą żonę Hala, Mercedes. To tylko parę kwestii na krzyż, w dodatku dość komicznych, ale właśnie z tego powodu Kijowska nie brzmi tu prawdziwie. W oryginale możemy zobaczyć Karen Gillan, odtwórczynię roli Ruby Roundhouse w filmach z serii “Jumanji” oraz Nebuli z Kinowego Uniwersum Marvela. Właśnie pod tą drugą postać została pierwotnie obsadzona Kijowska. Różnica polega jednak na tym, że w MCU jej bohaterka to zmutowana, niebieska wojowniczka, której głos jest dodatkowo przepuszczany przez filtr. Dodatkowo jest żądna krwi, dlatego głos polskiej aktorki się bronił. W tym przypadku tak nie jest, bo Gillan występuje jako ona, czyli młoda, drobna rudowłosa dziewczyna i niski, ochrypły głos po prostu gryzie się z rzeczywistością. Być może warto było rozpatrzyć drugi polski głos aktorki, czyli Julię Łukowiak ze wspomnianych wyżej “Jumanji”. Zdaję sobie również sprawę, że Kijowska była tu zatwierdzona z automatu (podobnie jak Lewandowski, czy Kula), bo grała w disneyowskich filmach już wcześniej, jednak nie tędy droga i dystrybutor powinien rozpatrzyć wymianę jej w przyszłych produkcjach.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć również o filmie “Zew krwi” z 1972 roku, który również został w naszym kraju opatrzony profesjonalną wersją językową. Stworzyła ją naturalnie Maria Olejniczak w Studio Opracowań Filmów w Warszawie, a w głównych rolach wystąpili m.in. Tadeusz Grabowski, Małgorzata Niemirska i Tadeusz Borowski. Do pełni szczęścia, co nie wlicza się w ocenę samego dubbingu najnowszego “Zewu krwi”, po raz kolejny wliczę brak profesjonalnej lokalizacji napisów pojawiających się na ekranie, bo rząd literek u dołu ekranu niestety się do takich nie wlicza. Przypomnę tylko, że Warner Bros. w swoich filmach należących do uniwersum DC Comics, potrafił zmienić nawet tekst maila pisanego w Outlooku przez bohaterkę, a w tym przypadku zlokalizowany nie jest nawet sam tytuł filmu wyświetlany na czarnym tle w oryginale. Osobiście czuję się zdegustowany mogąc obejrzeć całą produkcję po polsku, po czym zobaczyć na ekranie angielski tekst i mnóstwo znaczków u jego dołu. To wciąż kwestia problemowa dla wielu dystrybutorów i warto, żeby w końcu zainwestować również w ten aspekt. O tyle dobrze, że przynajmniej napisów nie czyta lektor…

W ogólnym rozrachunku, “Zew krwi” jest zadowalającym estetycznie obrazem (może poza zwierzętami w CGI), pełnym długich, ciepłych ujęć oraz ładnie klejących się dialogów ze wspaniałą polską wersją językową stworzoną w Studio Sonica. Oby więcej filmów, w których role mają możliwość wybrzmieć i to w taki sposób jak tutaj.

OCENA:

9.5

 / 10

Powiązane strony

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz